Pewne zwycięstwo reprezentacji Polski nad Białorusią to kolejny krok naszego zespołu w stronę awansu do półfinału EHF EURO 2016. Już po pierwszej połowie Biało-czerwoni prowadzili różnicą sześciu bramek i w pełni kontrolowali sytuację. Nie inaczej było po przerwie, trener Michael Biegler dał szansę gry wszystkim szesnastu zawodnikom. Ostatecznie nasz zespół zwyciężył rywali 32:27. Aby być pewnymi gry w strefie medalowej mistrzostw Europy, Polacy muszą w środę pokonać Chorwatów.
Już na starcie Białorusini zaskoczyli Polaków wysoką obroną 3:3. Utrudniało to zadanie rozgrywającym, a jednocześnie pozwalało uruchomić skrzydłowych oraz obrotowego. W drugiej minucie pomocy przy zejściu z parkietu potrzebował Siarhei Rutenka. Gwiazdor reprezentacji Białorusi miał bowiem problem ze stawem skokowym i nie pojawił się więcej na boisku. Warto dodać, że rywale do meczu przystąpili w 15-osobowy składzie, gdyż wysoka temperatura zmogła Maksima Babiczewa, który pozostał w hotelu.
Zmiany pozycji, zabiegnięcia oraz większa aktywność pozwoliła Biało-czerwonym utrzymać minimalne prowadzenie. Do wypracowania przewagi potrzebna była jednak jeszcze agresja w obronie. Pod bramką przeciwnika Polacy lepiej radzili sobie z prawej strony, gdzie punktowali Michał Daszek oraz Michał Szyba (7:5; 10 min.). Zespół Jurija Szewcowa bardzo szybko wznawiał grę, czym zwiększał tempo całej rywalizacji.
Gra była dynamiczna, a kibice byli świadkami wielu bramek. Inicjatywę wciąż mieli gospodarze turnieju i – co najważniejsze – w ich grze widoczna była pewność siebie oraz konsekwencja. Trener Michael Biegler zdecydował się na kilka zmian, co spotkało się z reakcją Białorusinów. Ci spłaszczyli swoją defensywę, zostawiając drugiej linii Biało-czerwonych nieco więcej swobody.
Interwencje Sławomira Szmala, trafienia Michała Jureckiego oraz pech Białorusinów, po których rzutach piłka dwukrotnie lądowała na słupku sprawiły, że przewaga Polaków wzrosła do sześciu trafień (17:11; 26 min.). Dystans ten nie uległ już zmianie, co stawiało gospodarzy w dobrej sytuacji przed drugą połową.
Po powrocie z szatni wynik otworzył Adam Wiśniewski. Białorusini swoją bramkę zdobyli dopiero w 35. minucie, jednak przewaga Polaków była wysoka i bezpieczna. Zespół Szewcowa ponownie spróbował wysokiego ustawienia w defensywie, ale nie przyniosło to pożądanych efektów.
Przy wspaniałym dopingu kibiców reprezentacja Biało-czerwonych zmierzała po kolejne zwycięstwo. Spokojna i skuteczna gra pozwalała utrzymać rywala na dystans, co dało szansę zaprezentowania się pozostałym zawodnikom i odciążenia tych najbardziej eksploatowanych w turnieju.
Choć gra wyrównała się i zespoły naprzemiennie umieszczały piłkę w bramce, wygrana Polaków była już przesądzona. Swoje drugie trafienie w meczu zanotował Piotr Grabarczyk, czym ustanowił dziesięć bramek przewagi (28:18; 47 min.).
Wtedy też w grę Polaków wkradła się dekoncentracja. Zauważył to trener Biegler, który w przeciągu pięciu minut dwukrotnie poprosił o czas i prosił o większą agresję. Jego podopieczni, świadomi pewnych dwóch punktów, zanotowali słabszy okres gry, przez co Białorusini zmniejszyli straty. Ostatecznie na tablicy w Tauron Arenie Kraków widoczna była pięciobramkowa przewaga gospodarzy. Zawodnikiem spotkania został Michał Jurecki.
POLSKA – BIAŁORUŚ 32:27 (19:13)
POLSKA: Szmal, Wyszomirski – Lijewski, Krajewski 1, Bielecki 2, Wiśniewski 2, Jurecki 9, Konitz, Grabarczyk 2, Gliński, Syprzak 3, Daszek 5, Gębala, Łucak, Szyba 6, Chrapkowski 2. Kary 4 min.
BIAŁORUŚ: Kishou, Saldatsenka – Brouka, Kulesh 4, Khadkevich 3, Pukhouski 5, Rutenka, Nikulenkau, Shylovich 6, Patsykailik, Yurynok 4, Baranau 1, Prakapenia, Karalek 4, Tsitou. Kary 8 min.
Sędziowali: Santos, Fonseca (Portugalia). Widzów 14 000.